Nasza misja

#wsparcieBetlejem

Wsparcie Chrześcijan z Ziemi Świętej

Naszą główną misja jest niesienie pomocy dla chrześcijan mieszkających na
terenie Ziemii Świętej, oraz przybliżenie darów jakie ma do zaoferowania
Betlejem dla wiernych mieszkających w Polsce.

Z jednej strony umożliwiamy betlejemskim rzemieślnikom sprzedaż swoich
dóbr na terenie Polski. Dzięki temu mogą uczciwie zarobić pieniądze w
momencie, gdy tak ogromny segment gospodarczy jakim jest turystyka w
Izraelu jest niezdolny do działania. Natomiast z drugiej strony dajemy
możliwość zaproszenia do swojego domu cząstki pochodzącej z Ziemii
Świętej w postaci ręcznie robionych wyrobów z drzewa oliwnego i nie tylko.

Dotychczas udało nam się zgromadzić i przekazać:

$ 0
od 03.2020 r. do 08.2021 r.

Poznajmy rodzinę Himo

Aby pokazać wam jak wygląda codzienne życie w Betlejem, oraz przybliżyć
formę naszej współpracy z betlejemskimi rzemieślnikami, przeprowadziliśmy
wywiad z Sandy Himo z która współpracujemy już od lat.

Zacznijmy od początku, opowiedz nam coś o sobie i swojej pracy? Czym się zajmujesz na codzień?

Jestem mieszkanką miasta Betlejem. To po pierwsze. Od kilku lat jestem również mężatką i młodą matką dwóch przecudownych skarbów – trzy letniej córki o imieniu Amarella i półtorej rocznego synka Eliasza. Razem z mężem mieszkamy w Betlejem od naszych urodzin i poznaliśmy się w betlejemskim związku harcerskim. Tu mieszkamy i tu pracujemy. Tu żyjemy próbując każdego dnia jako chrześcijanie odnaleźć się w konflikcie pomiędzy państwem Izrael a Palestyną. Nie jest to łatwe życie, ale żyjemy w ziemi naszych ojców i matek, i jest to dla nas niezmiernie ważne by zostać w naszej małej ojczyźnie. Jestem również nauczycielką. Pracuje w szkole, ale nie tu w Betlejem, lecz w Jerozolimie. Każdego dnia by dojechać do pracy musze przekraczać mur, który oddziela nas mieszkańców Betlejem od Jerozolimy. Mur jest wielkim problemem! Jego przekraczanie nie jest łatwe. Trzeba mieć specjalna przepustkę którą mieszkańcy Betlejem, w tym również i ja i mój mąż Nabil musimy uzyskać od władz Izraela które kontrolują przejścia pomiędzy naszymi miastami jak i również sam mur. Życie nie jest tu łatwe. Nasza codzienność jest pełna wyzwań każdego dnia. Jako chrześcijanka jednak wiem co to znaczy nosić krzyż i wiem co znaczy upadać i się podnosić. Ta codzienność to dawanie siebie mojej rodzinie i dawanie siebie moim uczniom. To ja!

Chcielibyśmy dowiedzieć się czegoś więcej o procesie powstawania tych pięknych wyrobów z drzewa oliwnego.
Kto je robi? Czy zajmuję się tym tylko twoja rodzina czy również mieszkańcy z pobliskich miejscowości?

Sam proces powstawania tych wyjątkowych przedmiotów nie jest prosty. Proszę pamiętać, że są to rzeczy tworzone z drewna oliwnego. Każda rzecz tworzona w warsztatach ma swój rozmiar, a ta musi wyrosnąć z drzewa oliwnego i musi osiągnąć odpowiednia wielkość za nim stworzy się pamiątki, które trafią do naszych domów. Musze tu wspomnieć, iż bardzo często słyszymy głosy odwiedzających nasze warsztaty czy też sklepy z pamiątkami: Czy nie jest nam żal drzew? Turyści myślą, że tworzymy te pamiątki wycinając nasze drzewa. ☺ Te drzewa są dla nas jak rodzina! Bardzo często dorastają razem z nami. Jak brałam ślub z moim mężem to najważniejszy prezent jaki dostaliśmy od naszych rodzin to sad z kilkoma drzewami oliwnymi. To częsty dar w naszej tradycji od matek i ojców dawany w prezentach ślubnych. Tak więc mamy nasz sad a w nim drzewka, które będą dorastały z moimi dziećmi. Najlepsze i z największą liczbą owoców dają nam drzewa oliwne gdy osiągają wiek około 40 lat. Tak więc są to drzewa wielopokoleniowe. W naszym mieście są drzewa oliwne które pamiętają jeszcze czasy apostołów, maja po kilka tysięcy lat! Drzewa rosną. Drzewa się docina. A z dociętych gałęzi wytwarzamy pamiątki. Faktem jest, że czasem wycina się cale drzewa by wykonać przepiękne figury o konkretnej wysokości. To jednak proces, który ma na celu tworzenie nowej przestrzeni w naszych sadach na nowe sadzonki. Niestety w Betlejem są również rodziny, które sprzedają swoje sady. Tracąc prace i nie mając środków do życia popchnięci są do ostateczności. Młodzi z takich rodzin żyją już gdzie indziej, a starzy nie maja już sił by opiekować się swoim najcenniejszym darem jakim są sady drzew oliwnych z Betlejem.

Gdy my nie możemy pojechać do Betlejem, niech Betlejem przyjedzie do nas!

Jak długo się tym zajmujecie?
Czy jest to rodzinny interes dziedziczony z pokolenia na pokolenie?

Ta tradycja wyrabiania pamiątek jest tak stara jak stara jest tradycja nawiedzania przez pielgrzymów miejsc związanych z narodzinami naszego Pana. Czyli od bardzo dawna. Z tego zajęcia utrzymują się u nas pokolenia rodzin. Nie tylko mojej rodziny, ale i naszych sąsiadów z Betlejem i również innych okolicznych miasteczek i wsi. To był dla nas chleb, który został nam zabrany tak nagle ze nie mogłam w to uwierzyć. Mieszkańcy Betlejem żyją już za Murem! Żyjemy za nim już od 2004 roku. Są tu pokolenia, które nie znają innego miejsca. Żyją tu młodzi ludzie, którzy nigdy nie byli w Jerozolimie, a ona znajduję się tuż tym murem. Do tego wszystkiego doszedł mur, który nie jest widziany i nie zna granic. To bardzo ciężkie doświadczenie nie tylko dla naszej rodziny. Każdy z mieszkańców naszego miasta żyje z pamiątek, które kupowali turyści. Turystyka to wszystko co mamy, a teraz skończyło się i to. Mamy jednak przyjaciół

Na całym świecie sytuacja się zmieniła ze względu na COVID.
Czy możesz nam opowiedzieć jaki wpływ ma pandemia na Twoje państwo, oraz jak wpłynęło to bezpośrednio na Ciebie i twoją rodzinę?

Przed COVID-19 ulice miasta Betlejem były pełne turystów i pielgrzymów, którzy odwiedzali miejsce narodzin Chrystusa. Wokół placu, gdzie stoi Bazylika narodzin dzieciątka Jezus jest mnóstwo sklepów oferujących pamiątki z Betlejem. Wśród tych pamiątek znajdują się wyroby zrobione z drewna oliwnego i są to pamiątki z drewna pochodzącego z naszych sadów i naszych drzew. Co roku docina się te drzewa by dawały nam jak najwięcej oliwek, z których robimy przepyszna oliwę, będąca podstawą Palestyńskiej kuchni. Z tych dociętych drzew pozostają gałęzie i gałązki i to z nich wyrabia się tu pamiątki, które były kupowane przez turystów. To wszystko pewnego dnia się skończyło. Jak by ktoś zgasił światło w pokoju, w którym żyjemy my i nasze dzieci. Kiedy świat stanął przed wyzwaniem jakim jest COVID-19, ja nie pracowałam zawodowo. Wtedy zajmowałam się domem i dwójką małych dzieci. Natomiast mój mąż Nabil pracujący jako kierowca w turystyce już od ponad 12 lat stracił swoją pracę. Wtedy musiałam poprosić o pomoc swojego wujka, który już od wielu lat ma swój niewielki warsztat, gdzie wytwarza wyroby z drewna oliwnego. Korzystając ze znajomości jakie w turystyce zdobył mój mąż Nabil wpadliśmy na pomysł, że jeśli turyści nie mogą przyjechać do Betlejem to może Betlejem może przyjechać do nich? Do ich ojczyzn do ich domów? Poprosiłam wujka by pomógł nam w początkach tworzenia pierwszych propozycji, które mogłyby zainteresować potencjalnych klientów. Gdy były już gotowe wysłaliśmy je do naszych przyjaciół i zapytaliśmy czy nie zechcieliby pomoc nam w tym projekcie. Tu pojawia się projekt www.malebetlejem.pl, który ma swoją historie istnienia w Polsce od 6 lat i już wcześniej wpisał się w temat pomagania chrześcijańskim rodzina z miasta Betlejem. Znamy się już z nimi od wielu lat i to nie tylko jako współpracujące ze sobą dwie strony, ale również jako bardzo bliscy przyjaciele. Proces jest prosty. My tworzymy, a Małe Betlejem handluje. Można ich znaleźć nie tylko w Internecie. Często są zapraszani przez parafie w dziele pomocy naszej rodzinie. To parafianie z waszego kraju dają nam nadzieje, że nie jesteśmy sami. Wraz z całą moją rodziną jesteśmy bardzo wdzięczna za te pomoc jaką od was otrzymujemy.

Pomijając całą tę sytuację związaną z wirusem, ciekawi nas również jak traktowani są chrześcijanie na Ziemi Świętej?

Jako chrześcijanie mamy swoje miejsce na tej ziemi. Nie jest nam łatwo żyć porównując życie chrześcijanina w innych zakątkach świata. My jednak nie porównujemy. Staramy się żyć naszym życiem codziennym. To w naszym mieście Betlejem narodził się Pan Jezus, który pokazał nam jak to wszystko znosić. To on daje nam moc każdego dnia, pomaga w codziennym życiu jak i pokazuje jak patrzeć z nadzieja w przyszłość nasza i naszych dzieci. To właśnie tu – do Betlejem Król Herod wysłał swoich siepaczy. Znamy tę historie z Ewangelii. Od tamtych czasów życie chrześcijan w tej ziemi co jakiś czas naznaczone było takimi wydarzeniami. Można by rzec ze przywykliśmy już do takiego życia, lecz to nieprawda. Mamy wielkie pragnienie by nasza współczesna rzeczywistość była pełna nadziei na lepsza przyszłość dla naszych dzieci. Nie chcemy by opuszczały one swoja ojczyznę. Niestety z obecnie panującą sytuacją coraz więcej młodzieży opuszcza te Ziemie. Wyjeżdżają na studia i nie chcą wracać. Zakładają swoje rodziny w innych krajach. To wielki kryzys rodzin z Betlejem. Żyjemy jednak nadzieją. Mamy wielkie poczucie ze nasza codzienność się zmieni. Te nadzieje od wieków dawali nam również odwiedzający nas pielgrzymi i turyści. Dzięki nim mamy wielkie poczucie ze nie jesteśmy sami. Wspomniałam wcześniej ze gdy zastała nas sytuacja z Covid 19 poczułam się jak by ktoś zgasił światło w pokoju nadziei. Dziś mogę przyznać, że jest ktoś kto to światło zapalił dla naszej rodziny na nowo. To wy którzy kupujecie to co my tworzymy. Dziękuje za to światło nadziei w imieniu moich dzieci. Dziękuję w imieniu wszystkich rzemieślników z Betlejem, których wspieracie. I dziękuje jako ja – kochająca matka, wspierająca żona, palestyńska chrześcijanka, mieszkanka Betlejem.

Dziękuje Sandy Himo

Przewiń do góry